Człowieku, zacznij myśleć. Czy wiesz, co jesz?

  • 12 listopada 2017
  • Kategoria: Blog
  • 0 Komentarzy
  • Autor: dreamcode

Wiele lat temu – pisząc w ówczesnej Wyższej Szkole Morskiej w Gdyni pracę magisterską na temat wpływu wybranych szczepów bakterii na przemiany azotanów i azotynów w żywności – dowiedziałem się, że moi koledzy podjęli się stworzenia pracy z zakresu żywienia rybaków dalekomorskich. Postanowiłem zainteresować się wynikami ich badań z nadzieją, że dostarczą mi przydatnych informacji na temat przechowywania żywności w warunkach chłodniczych. Okazało się jednak, że stały się źródłem innych, o wiele bardziej ciekawych i inspirujących danych.

Być może nie wszystkim wiadomo, że „w związku z wykonywaniem ciężkiej pracy w warunkach szczególnie szkodliwych” racja dzienna marynarzy polskiej floty handlowej w owych czasach musiała dostarczyć ponad 6.000 kcal, a rybakom pływającym na trawlerach, przetwórniach i bazach daleko od kraju „przeznaczono” 10.000 kcal (dziesięć tysięcy kilokalorii!). Zważywszy, że 100 g chleba zawiera przeciętnie 200 kcal, frytek – 375, a masła – 750, zaś kotlet schabowy panierowany to tylko około 500 kcal (a w czasach tych nie było chipsów), pokrycie tej normy było zadaniem naprawdę karkołomnym. Na podstawie obserwacji pracy rybaków, wyliczeń kaloryczności przygotowywanych przez kucharzy posiłków oraz liczby faktycznie zjadanych przez nich kalorii okazało się, że nawet najbardziej łakomi mogli spożyć maksymalnie 7.000 kcal.

Przeprowadzona pośród rybaków ankieta, w której zapytano ich, czy biorąc pod uwagę wyniki badań, wyraziliby zgodę na obniżenie normy z 10.000 do 7.000 kcal, wykazała jednak, że zdecydowana większość była przeciw, mimo że nie byli w stanie spożyć założonej liczby kalorii w ciągu jednego dnia. Widać na tym przykładzie, jak często nasze zwyczaje żywieniowe nie mają nic wspólnego z faktycznym zapotrzebowaniem organizmu. Jak często głód, który odbieramy jako fizyczny, jest tylko głodem psychicznym.

Kiedyś dokonano pewnego interesującego eksperymentu. Uczestnikom konferencji serwowano podczas przerw przekąski (orzeszki i słone paluszki), podając je na specjalnie skonstruowanym stole, zbudowanym z trzech blatów położonych na różnej wysokości. Jeden z nich znajdował się na wysokości około jednego metra, w związku z czym był w zasięgu ręki. Drugi umieszczono trochę niżej – aby wziąć leżącą na nim przekąskę, trzeba było się pochylić. Natomiast sięgnięcie po przekąski na trzecim blacie wymagało przykucnięcia. Eksperyment wykazał ponad wszelką wątpliwość, że zdecydowana większość badanych chętniej sięgała do przekąsek wtedy, kiedy były umieszczone na pierwszym blacie.

Przekąski to zresztą generalna „zmora” naszego żywienia. Uwielbiamy coś „skubnąć” w ciągu dnia. Potrzeba ta wynika najczęściej ze spadku poziomu energii oraz z przyzwyczajeń żywieniowych. Wszyscy wiemy, że zdecydowanie lepiej jest jeść sześć razy dziennie niewielki posiłek niż dwa razy obfity, dlatego jak najbardziej wskazane jest jedzenie w ciągu dnia. Tylko dlaczego suchych przekąsek? Dlaczego nie zacząć jeść owoców i warzyw? Bo są takie “zwykłe”? Smaczniejszy jest słodki batonik! Jednak rodzi się pytanie” dlaczego lubimy słodkie batoniki? A może to jest tak, że natura tak nas ukształtowała, abyśmy z przyjemnością sięgali po żywność o słodkim smaku? A taką żywnością są właśnie owoce, z których zdecydowana większość jest słodka. Z tym, że cukier występujący w owocach, a ten w batoniku, to dwa różne światy. Kiedyś spotkałem się z wypowiedzią pewnej pani dietetyk, która z racji na swój wiek zdobyła wiedzę na temat żywienia w szkole, że jedzenie owoców tuczy. O Boże, chciałoby się zakrzyknąć! mam wielu kolegów w moim wieku, którzy prawie w ogóle nie jedzą owoców i maja problemy z nadwagą. Ja od wielu lat odżywiam się w zasadzie tylko produktami roślinnymi, w tym owocami. Poza sezonem zjadam dziennie około kilograma owoców, zaś w sezonie, kiedy są dostępne arbuzy ilość ta się podwaja. Zgodnie z teoriami żywieniowymi (przypominam, że sam jestem żywieniowcem z wykształcenia), powinienem być otyły, a wszyscy znajomi wciąż pytają mnie, kiedy przytyję, bi jestem wg nich “za chudy”. Już słyszę: “to twoja przemiana materii”. I znów teoria nie spotka się z praktyką. Kilka lat temu podczas pobytu w Tunezji, kiedy jeszcze jadłem mięso i produkty przetworzone, pofolgowałem sobie z jedzeniem. Ponieważ w tydzień po moim powrocie były święta, które tradycyjnie w naszym kraju są okazją nie tyle do modlitwy, co do obżarstwa, pozwoliłem sobie, a owszem 🙂 Jaki był efekt: przytyłem prawie 10 kg. Tak: prawie 10 kilogramów. Przez kolejne miesiące musiałem dużo się napracować, aby pozbyć się tych zbędnych obciążeń.

Nasze zwyczaje żywieniowe kształtują media. Badanie przeprowadzone przez firmę Digitalmr ltd wykazało, że aż 60% osób czerpie wiedzę na temat zdrowia z mediów (TV, gazety, radio), 55% z Internetu, dla 40% rodzina jest źródłem tej wiedzy, 25% słucha przyjaciół i znajomych, 6% lekarzy, a książki stanowią 5% wiedzy na temat zdrowia. Czyż to nie ciekawe? Czy naprawdę to, co dla nas najważniejsze powinniśmy oddawać w ręce innych ludzi. W szczególności tych, którzy mają  wymierny interes w tym, abyśmy podejmowali określone decyzje zakupowe? Może warto byłoby otworzyć swój umysł i zacząć samemu, nie tylko poszukiwać wiarygodnych informacji, ale przede wszystkim krytycznie podchodzić do większości informacji.
Trudno nie zgodzić się z tym, że żyjemy coraz dłużej. Jednak spójrzmy na osoby w starszym wielu – w jakim stanie jest ich zdrowie? Czy wartość życia powinniśmy mierzyć tylko jego długością? A co z  jakością?

Arkadiusz Bednarski

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *